poniedziałek, 23 stycznia 2017

Wilki


Książka: - "Człowiek wilk - Shaun Ellis".

Z książki emanuje dzikość, rozumiana jako szczerość do bólu, wiedza, pasja i refleksje: - gdzie dojdziemy, jeśli się nie zatrzymamy?
A raczej tego nie zrobimy w tym ogłupiającym pędzie życiowym.

Następna refleksja: - czego możemy nauczyć się od wilków?
Bo okazuje się, że wilki głupie nie są, czego z kolei nie możemy powiedzieć o manipulowanych ludzkich stadach.

Ta książka jest zdecydowanie czymś więcej niż jedynie opowieścią o tym, jak żyją wilki.

Nie ma przypadków. Samotność w Bieszczadach jest jak źródlana krynica. Tylko pić do syta!
To tutaj u mojego przyjaciela, rzeźbiarza ze Smolnika nad Osławą, Zbyszka Sawickiego, zobaczyłem książkę Shauna.

Odstawione na bok uszy mają odstraszać rywali.

Wilkami jestem zafascynowany od momentu zetknięcia się z nimi na biwaku pod Chryszczatą w 2013 roku. (był wpis)
Czyli są tu połączone w jedno dwie fascynacje, bo dochodzi fascynacja Bieszczadami.
      Bez urazy, ale zanim dostałem do ręki książkę Shauna, uważałem, że najlepszym źródłem wiedzy o wilkach jest Wojtek Juda z Balnicy.
Bez urazy, bo Wojtek jest fajnym, kontaktowym, skromnym, normalnym, wysokim facetem. Nie ma brata, który poległ, i nie obraża się niepotrzebnie.
     Przeczytałem także książAdama Wajraka o wilkach. To bardzo potrzebna, mądra pozycja. Oczywiście napiszę o tej książce.

         Shaun Ellis.

Anglik, były żołnierz zielonych beretów i SAS. Przeszedł morderczą szkołę przetrwania. Uczestniczył w wielu misjach. Zabijał na rozkaz. W końcu to mu się znudziło.
     Zerwał z wojskiem i przez jakiś czas kręcił się jak patyk w przeręblu na rzece. Wreszcie wrócił do swej pasji bycia wśród zwierząt.
Szczególnie pociągały go wilki, które w końcu stały się jego największą miłością.
    Za ostatnie pieniądze kupił bilet na lot do Ameryki, gdzie w Góry Skaliste Indianie Nez Perce postanowili sprowadzić i zaaklimatyzować wilki z Kanady.
Shaun pracował tu jako wolontariusz, w obozie mieszkał w starym dziurawym wigwamie. Po przyjeździe w góry, została mu jedynie garść monet, to był cały jego majątek. Za tę resztkę pieniędzy, kupował raz na tydzień kilogram żelków. Chodził po te żelki piechotą do miasteczka dwie godziny w jedną stronę.
    Żelki były jedynym jego jedzeniem w ciągu pierwszego miesiąca. Nic dziwnego, że obrzydził sobie żelki do końca życia.
Za to pił dużo kawy, bo ta była w obozie za darmo.
     Shaun już dużo wcześniej wpadł na nieprawdopodobny pomysł życia w stadzie razem z wilkami, dołączenia do watahy, aby w ten bezpośredni sposób poznać ich zwyczaje. Teraz pojawiała się możliwość realizacji tego marzenia.
   Czy wilki mogą przyjąć bezpośrednią obecność człowieka? Czy taki pomysł da się wykonać?
Jeżeli uważamy, że czegoś wykonać się nie da, należy znaleźć kogoś, kto o tym nie wie, i on to wykona.

Dzisiejszy urywek napisany został przez Shauna Ellisa jeszcze w czasie jego pobytu w Centrum Dzikich Zwierząt w Anglii.



           Wilki i alkohol.

Zagrożenia czaiły się nie tylko w lesie.
Co tydzień wybieraliśmy się do Winchester, żeby wziąć prysznic i strzelić sobie jedno, albo dwa piwka.
      Nigdy nie byłem jakimś specjalnym pijakiem – w przeciwieństwie do jednego z trenerów w Centrum, który często wracał z pubu po nocy, i to solidnie podcięty.
Mieszkał w tipi, tuż przy wybiegu wilków i szedł zawsze wzdłuż ogrodzenia. Zwróciliśmy uwagę, że każdej sobotniej nocy, kiedy mijał zagrodę, zionąc wódą i potykając się o własne nogi, wilki dostawały szału.
      Znały go dobrze, a mimo to zachowywały się, jakby poczuły zew krwi.
Skakały na ogrodzenie, odbijały się od siatki, biegały w tę i we w tę jak szalone. Doszliśmy do wniosku, że drażni je woń alkoholu, bo w zwykłych warunkach nie okazywały agresji wobec ludzi.
A już z pewnością nie wobec opiekunów.

Przeprowadziliśmy kilka eksperymentów. Oblaliśmy go alkoholem i kazaliśmy mu przejść tuż obok wilków.
Wilki zachowywały się spokojnie, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Następnym razem poprosiliśmy go, żeby zataczał się jak pijany – mimo że akurat był trzeźwy jak świnia.
        Wilki wpadły w szał!
Nagraliśmy zdarzenie na wideo, żeby sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi i wtedy któryś z biologów pokazał nam film o wilkach polujących w stadzie bizonów. Jedno z cieląt było ranne. 
    Kiedy porównaliśmy sekwencje z cielakiem i zataczającym się opiekunem, okazało się, że zarówno ruchy rannego cielaka, jak i pijanego opiekuna, były dokładnie takie same.
         Wilki nie reagują na alkohol!
 W słaniającym się po pijaku mężczyźnie widziały ofiarę i wcale nie jest wykluczone, że by go dopadły, gdyby nie były odgrodzone siatką.
Stanęliśmy przed całkiem poważnym problemem, czy w takim razie powinien on dalej pracować z tą watahą......


sobota, 21 stycznia 2017

Niekończąca się bieszczadzka opowieść












Zdjęcia są, wiersz jest, brakuje tylko muzyki....
Dzisiejszy wpis dedykuję wiernym czytelniczkom: El 11 i Ali.

Notatka

Życie – jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;
być psem,
albo pogłaskać go po ciepłej sierści;

odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;
mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;

i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;

i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.
.
Wisława Szymborska

piątek, 20 stycznia 2017

Niedźwiedź

Bieszczady. Niedźwiedź nad Sanem.
Niedźwiedź przepłynął na drugi brzeg, potem jakby uciekł, a potem wrócił. Oto reszta obrazków z tego spotkania.
Fotografował Krzysztof J.










Wątek z niedźwiedziem pojawił się także na Fereczatej, ale to opiszę innym razem. 

Przygotowałem serię wpisów o Shaunie Ellisie – znawcy wilków.
Ponieważ dziś jednak został wywołany temat niedźwiedzia, wybrałem urywek z niedźwiedziem.


Shaun Ellis szykuje się do przygody z wilkami, testuje specjalną odzież i prowadzi "zwykłe" życie obozowe w Górach Skalistych.

Zdarzyło się, że Shauna pogonił niedźwiedź. Udało mu się ledwo uciec i wskoczyć do jednego z samochodów, które stały obok obozowiska.
Opowiada o tym swemu indiańskiemu przyjacielowi Leviemu.

- „Niedźwiedzie potrafią biec z prędkością konia i wdrapać się prawie na każde drzewo. Levi kazał mi się odprężyć, ponieważ jego ludzie zawarli pokój z niedźwiedziem i nie mamy się czego bać".

Dawno, dawno temu – zaczął opowiadać Levi - trzej myśliwi ścigali niedźwiedzicę. Zranione w grzbiet zwierzę pobiegło w góry i wdrapało się na niedostępną z pozoru półkę skalną, ale myśliwi i tak je dopadli.
Niedźwiedzica nie miała już dokąd uciec, odbiła się więc od skały i pofrunęła w niebo, a myśliwi za nią. Widać ich tam do dziś, w gwiazdozbiorze zwanym Ursa Major (Wielka Niedźwiedzica).
Każdej jesieni, po zapadnięciu ciemności, niedźwiedzica biegnie ponoć do góry nogami, a krew z rany na jej grzbiecie skapuje na ziemię i barwi liście na szkarłatny kolor.

Las był pełen potencjalnie niebezpiecznych zwierząt. Jedna z ówczesnych praktykantek dbała o kondycję, uprawiając dwa razy dziennie jogging. Rano i wieczorem biegała pięć albo sześć kilometrów drogą w stronę miasta. Pewnego razu poszliśmy z jednym z biologów w teren po karmę dla wilków. Wypatrzyłem ślady dziewczyny na świeżym śniegu.
     Jakieś półtora kilometra dalej dołączył do nich trop dużego kota. Były to odciski pumy, która najwyraźniej przejrzała zwyczaje praktykantki i bez jej wiedzy odprowadziła ją w miejsce odległe zaledwie 150 metrów od obozu.
    Zapewne śledziła ją już wcześniej. Pumy obserwują ofiarę przez wiele dni, zanim przejdą do ataku.
Dziewczyna biegała tą trasą od trzech tygodni. Ostrzegłem ją i przestała uprawiać jogging.




czwartek, 19 stycznia 2017

Gdzie jest twój pluszowy miś?

Miliony osób podejmują decyzję, że już nigdy nie będą kochać innych ludzi.
Miliony ludzi uważają, że znacznie lepiej kochać psa, samochód, kota, kwiaty, ponieważ można nad nimi panować, podporządkować je sobie. One zaś nigdy nie będą próbować zapanować nad swoim właścicielem.
     Takie relacje ze zwierzętami i rzeczami są proste. Relacje z ludźmi są złożone.
Ludzie zakochują się w zwierzętach, maszynach, rzeczach.
Dlaczego?
     
Ponieważ miłość do drugiego człowieka szybko staje się prawdziwym piekłem, przekształca się w ciągły konflikt, nieustanne skakanie sobie do gardła.
    Miłość do rzeczy to najniższy poziom i nie ma w niej niczego złego.
Kiedy jesteś w dalszej drodze, podejmujesz nad nią obserwację.
Wtedy wspinasz się na kolejny szczebel, rozpoczynasz ruch do góry.
Na najwyższym szczeblu miłość przekształca się w formę twego bytu, to jest religijny, duchowy stan świadomości.

Rodzi się miłość bezinteresowna.

Nie słuchaj głosu tłumu, gawiedzi.
W społeczeństwie przeważają ludzie, wyznający błędne poglądy. Miliony ludzi zgadzają się z tym, że samotność jest najgorszym życiowym doświadczeniem.
       Ci ludzie nie odróżniają samotności od osamotnienia.
       Ci ludzie są pogubieni.
Próbują nawiązać relacje z drugim człowiekiem, aby uciec od osamotnienia. Robią to pod wpływem strachu. Takie relacje są zatrute już u podstawy.
      Tak naprawdę nie kochasz kobiety z którą jesteś, po prostu wykorzystujesz ją, aby nie czuć się osamotnionym. Także ona nie kocha ciebie. Uczestniczy tylko w tej samej paranoi. Wykorzystuje cię, aby uniknąć osamotnienia.
Takie poszukiwanie relacji z innymi jest ucieczką.

Nawet najmniejsze dziecko szuka jakiegoś zajęcia. Jeżeli nie ma czym się zająć, będzie ssać palec, bo takie działanie przynosi uczucie pewnego zaangażowania.
Widzimy wiele dzieci niosących swoje maskotki - pluszowe misie.
Te dzieci nie mogą zasnąć bez swych ulubionych zabawek. Kiedy nadchodzi ciemność wieczoru, dzieci jeszcze bardziej odczuwają swoje osamotnienie.
Pluszowy miś stanowi w takiej sytuacji potężną ochronę. Dzieci mają świadomość, że ktoś jest obok nich.
Bóg, tak jak go pojmujesz, jest właśnie pluszowym misiem dla dorosłych.

Ale w takim stanie nie można żyć. Wszystkie relacje z ludźmi są wtedy fałszywe. Wykorzystujesz najbliższych i oni wykorzystują ciebie. Zarówno ty, jak i twoi bliscy stają się towarem.

Ponadto zmierzamy w sposób szczególny do nawiązania bliskiej relacji z jedną osobą.
To jest czysta psychologia.
     Zostałeś wychowany przez matkę i ojca. Chłopcy w większości kochali swoją matkę, dziewczynki ojców. Są to potwierdzone fakty, a nie hipotezy.
W rezultacie owych faktów całe twoje życie przekształciło się w niedolę......                                                                                 
Zostają tylko marzenia, które zawsze są piękne.                          
Gdyby bowiem nie były piękne, nie byłyby marzeniami.                   
One są podwójnie piękne, bo ubieramy je we własne myśli i słowa. 
      "Miłość to... Takie coś, czego nie ma. To takie coś, co sprawia, że nie ma litości. To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół. Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach... Miłość jest wtedy, gdy do 40sto letniej kobiety wciąż mówisz "Moja Maleńka". I... gdy patrzysz jak ona je,a sam nie jesteś w stanie nic przełknąć. I wtedy, gdy nie zaśniesz gdy nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty... Marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić...." (Sara)

środa, 18 stycznia 2017

Morskie grzyby

Wyspa Sobieszewska, wrzesień 2016.

Miejscowi mówią, że grzybów jeszcze nie ma.
Nie ma?
Aniołku! Poproszę dwa grzyby morskie!
Nie ma morskich grzybów?
Są! Przecież życie jest tajemnicą......

Człowiek przy pomocy myśli kreuje swą rzeczywistość. 
Niektórzy w to wierzą. Należę do tych, którzy w to wierzą.

O świcie, podążam do lasu. (Anioł prowadzi)
Za chwilę trzymam to, co chciałem.
Teraz podążam na plażę i po chwili dwa morskie grzyby rosną w piasku.







Jestem bardzo zadowolony. (Czytaj: - przepełnia mnie szczęście i radość) bo żyję i mam kilka następnych niecodziennych zdjęć.

Szczęścia nie znajdziemy na zewnątrz.
Każdy nosi je w sobie.
I do tego tak łatwo otworzyć do niego furtkę, bo ta furtka nawet nie ma zamknięcia.
Trzeba tylko w to uwierzyć.
Dziękuję ci, Aniołku! Ach!

wtorek, 17 stycznia 2017

Robot Gantenbrinka

Zagadka wyjaśniona”, „Wiemy już wszystko”, „Niepodważalne twierdzenia nauki”.....

Oto slogany, za którymi kryje się bezmiar niewiedzy i arogancji.
Staliśmy się jednostronni, ponieważ zalew informacji, zmusza do jej filtracji za pomocą wdrukowanych indoktrynacją przekonań.
Stanowczo zbyt często nam się wydaje, że coś wiemy.

Pierwszym człowiekiem, który włamał się do Wielkiej Piramidy, był al-Mamun. Mamy opisy rzeczy, które tam znalazł. Są to jednak opisy niejednoznaczne, nieprecyzyjne.
     W starych arabskich kronikach odnajdujemy wzmianki o ukrytych wewnątrz Piramidy korytarzach, komorach i „skarbach”.

W Księdze Chitat jest napisane, że „ Cud budownictwa pod nazwą Wielka Piramida stworzył Saurid alias Henoch jeszcze przed potopem, aby uchronić przed wodami potopu całą wiedzę ludzkości.
       W zachodniej piramidzie budowniczy nakazał uczynić 30 skarbców z kolorowego granitu".

Czy te wyraźne wskazówki należy odesłać do świata baśni?

Francuscy architekci Dormion i Goidin odkryli za pomocą detektorów elektronicznych puste przestrzenie tuż pod komorą królowej.
    Za zgodą Egipskiego Departamentu Wykopalisk przez warstwę kamienia o grubości 2,5 metra przepuszczono mikrosondy, które wykazały istnienie pomieszczenia szerokości 3 m i długości 5,5 metra. Pomieszczenie wypełnione jest krystalicznym piaskiem.
Również za północno-zachodnią ścianą komory królowej wykryto obszerne pomieszczenie.
        Do tych komór nie prowadzą żadne przejścia.
Zaalarmowani sukcesami Francuzów, do Gizy przyjechali Japończycy z Uniwersytetu Waseda w Tokio, i przywieźli swoje najnowsze elektroniczne zabawki, którymi mogli prześwietlić różne rodzaje kamienia.

Japońscy naukowcy przebadali całą Wielką Piramidę oraz Sfinksa wraz z przyległym terenem. Jednoznaczne dane wskazują na istnienie w Wielkiej Piramidzie całego labiryntu korytarzy i pustych przestrzeni.
Wykryto także pustą przestrzeń pod Piramidą. Przestrzeń ta wychodzi poza obrys podstawy
      Odkryto także drugą barkę słoneczną w skalnej płycie pd Piramidą.
Co zawierają te nieodkryte jeszcze pomieszczenia?
Czy one są jednak rzeczywiście nieodkryte?

Erich von Deniken pisze: - „W grudniu 1988 roku Wielka Galeria i komora królowej były zastawione rusztowaniami i deskami. Nigdzie śladu robotnika. 
      Rodzi się pytanie: - Czy pod osłoną nocy nie dokonuje się dalszych elektronicznych poszukiwań i nie prowadzi wierceń dla światłowodowych mikrosond? Oczywiście z pełnym zrozumieniem odniósłbym się do takiej procedury. Któż bowiem zdołałby prowadzić badania w tłumie turystów?
      Z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy egiptologia nie naraża swego dobrego imienia, aby pod osłoną nocy i w sekrecie przed opinią publiczną otwierano pomieszczenia zamknięte przez całe tysiąclecia?
Któż potem uwierzy, że pokazane eksponaty to naprawdę wszystko, co tam znaleziono?

22 marca 1993 roku, niemiecki inżynier Rudolf Gantenbrink, za pomocą skonstruowanego przez siebie robota, przeprowadził badania tak zwanego szybu wentylacyjnego wychodzącego z komory królowej.
     O godzinie 11.05 robot został dosłownie wpuszczony w kanał. Kanał ma niewielkie wymiary, jego ściany są wyłożone polerowanym alabastrem, i biegną ukośnie pod górę.
Po przejechaniu 60 metrów kanał się skończył. Robot stanął. Dalej widać było drzwiczki, z których wystają metalowe "uchwyty".





Robot Gantenbrinka ważył wtedy 6 kg i miał długość zaledwie 37 cm.

Ten cud ówczesnej techniki napędzany był siedmioma niezależnymi od siebie silniczkami elektrycznymi. Z przodu miał umieszczone dwa reflektorki halogenowe i ruchomą kamerę Sony CCD.
    Sensacyjne odkrycie Rudolfa Gantenbrinka zostało początkowo zupełnie zignorowane przez egiptologów (Osły i uczeni do środka?)
Mówiono złośliwie o „szybach-widmach”, halucynacjach itd.
Klasyczny przykład ignorancji zawodowej.

Niezrażony badacz uzyskał wsparcie od National Geographic Society z USA.

Oto nowy robot zbudowany przez tę agencję. 



Na zdjęciu widać jak niewielkie są rozmiary szybu. 
Ten drugi robot przewiercił dziurę w drzwiczkach i wsunął w nią kamerę.
Kamera pokazała, że w odległości 20 cm. są kolejne drzwiczki, tym razem boczne.




Trzeba było zbudować następnego robota, obdarzonego innymi umiejętnościami. Ten nowy robot, któremu nadano imię Jedi, co po arabsku znaczy Cheops, za pomocą długiego ramienia, miał wywiercić dziurę w drugich drzwiczkach.
I w tym momencie zapanowała medialna cisza!

Od pewnego czasu w Wielkiej Piramidzie podejmowane są także wielkie wiercenia za pomocą młotów pneumatycznych.
Do opinii publicznej nie docierają żadne wiadomości na ten temat.

Dalej Erich von Deniken przytacza słowa niezależnego naukowca Ali-Zarei: - „Kiedy w roku 2009 odwiedziłem płaskowyż w Gizie, kilkakrotnie miałem możliwość zwiedzania „komór odciążających”. Po prowizorycznej ośmiometrowej drabinie dostałem się do pierwszej komory. Bez namysłu popełzłem dalej, by się osobiście przekonać, czy jest tam nowy, nielegalnie wywiercony tunel. 
Był!
      Pierwotny dostępny odcinek został przedłużony o kilka metrów, po czym gwałtownie skręcał w prawo. Dalej biegł znów kilka metrów prosto, by skończyć się nagle muldą głęboką na półtora metra. Na ścianach widać było ślady pracy nowoczesnych narzędzi. Ślady te wyraźnie różnią się ode śladów w tunelu Cavigliasa i innych tunelach Piramidy”.
Słowa Ali-Zariego potwierdzają wykonane przez niego zdjęcia.

Nikt nie może wiercić w Wielkiej Piramidzie – zwłaszcza przy użyciu ciężkiego sprzętu – bez zgody władz.
Budowla jest strzeżona w dzień i noc. Ktoś więc musiał „dogadać się” z odpowiednimi władzami. Bez stosownych uzgodnień nie da się przemycić do Piramidy ciężkiego sprzętu.

Czyje to tajne służby podjęły się tego dzieła?
Kto ma taką władzę, że jest w stanie ignorować przepisy o ochronie zabytków?
Przecież ciężkie młoty mogą zniszczyć bezcenne skarby!
I czego te ekipy właściwie szukają?
    Zauważmy, że te wiercenia na wielką skalę przebiegają w całkowitej tajemnicy. I nie chodzi tu o żadne teorie spiskowe, lecz o to, że gdyby prace te były przeprowadzane oficjalnie, trzeba byłoby, chociaż szczątkowo informować opinię publiczną o wynikach......

Między monolitami Wielkiej Galerii znajdują się metalowe klamry. Do czego one niegdyś służyły?

Powyższa ilustracja jest tworem mojej wyobraźni. Ukazuje ona ściany Wielkiej Galerii tak, jak mogły wyglądać przed tysiącleciami.
A potem ktoś pozrywał przekazy „strażników niebios”. (Henoch).

Ludzie nie powinni podziwiać obcych bogów.
Nie powinni się dowiedzieć, że byli oni pierwotnymi nauczycielami młodej ludzkości. Wiedza o tym mogłaby zrujnować fundamenty wielkich religii – judaizmu, islamu, chrześcijaństwa.
W tym punkcie zgadzają się wtajemniczeni wszystkich religii....

A ponieważ polityka narodów jest ściśle związana z ich religiami (Symbioza kapłana z politykiem) to o tym pamiętają głównie spiskowcy, którym wydaje się, że są odpowiedzialni za politykę światową.

Ludy wszystkich krajów, łączcie się w niewiedzy!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Dysk z Nebry

To była nie lada gratka dla poszukiwaczy skarbów korzystających z wykrywacza metali kolorowych.
Dwaj kopacze w 1999 roku penetrowali tereny wałów obronnych z epoki brązu, leżących na szczycie wzgórza Mittelberg, w Saksonii-Anhalt, niedaleko miasteczka Nebra.

Zmierzchało się, kiedy przyszli na miejsce. A była już noc, gdy zapiszczał wykrywacz.
W świetle latarek zaczęli pracowicie kopać. Jama powiększała się stopniowo. Co pewien czas sprawdzali kierunek kopania wykrywaczem – sygnał był coraz silniejszy. 
Wreszcie łopata w coś stuknęła.
         Początkowo nielegalni poszukiwacze doszli do wniosku, że mają do czynienia ze współczesną przykrywką od jakiegoś starego blaszanego wiadra.
Dopiero, gdy usunęli ziemię z tej niby przykrywki, zorientowali się, że natrafili na coś całkiem niezwykłego.
     Wraz z kilkoma innym obiektami znaleźli prawdziwy skarb!
Oto mieli w rękach przedmiot niezwykle kunsztowny: - w świetle latarki zobaczyli dysk z brązu pokryty niebieską emalią i złotymi inkrustacjami....


Postanowili dysk sprzedać, oczywiście drogą nieoficjalną, co okazało się niezwykle trudne, bo przedmiot był jedyny w swoim rodzaju i potencjalni kupcy – paserzy, podejrzewali oszustwo.
(Oszust mierzy wszystkich swoją miarą).


Wreszcie sprzedali artefakt za 32 tysiące marek. Potem kolejni właściciele sprzedawali dalej, podbijając cenę, aż ostatni kolekcjoner zapłacił za dysk 700 tysięcy marek.
I w tym momencie wkroczyła policja, rekwirując rzecz.
Dysk stał się własnością Saksonii- Anhalt.
Przez lata badań, do 2008 roku ustalono, że:

- Ocenia się pośrednio wiek płyty zbadany wstępnie metodą węglową na 1600 lat p.n.e.
    Pośrednio, bo tej metody nie można użyć bezpośrednio do badania wieku przedmiotów metalowych. W ogóle nie ma dziś niepodważalnej naukowo metody określania wieku przedmiotów metalowych nawet z dokładnością przybliżoną do tysiąca lat.
Zastosowano więc metodę pośrednią i oznaczono za jej pomocą wiek innych przedmiotów które towarzyszyły znalezisku.

A więc dowiedzieliśmy się, że dysk został zakopany w Nebrze około 1600 lat p.n.e. Jest to obiekt astronomiczny.


- Na płycie widać Plejady, które w epoce brązu a nawet wcześniej odgrywały znaczącą rolę w mitologiach .
     Archeolodzy byli dalej nieufni – oni mają wszystko precyzyjnie poukładane – jeszcze nie bardzo wierzą w astronomię i matematykę. 
No bo jak? Stopniowo okazało się bowiem, że przedmiot ma co najmniej cztery i pół tysiąca lat!
Czy to możliwe, żeby na takim stopniu rozwoju byli twórcy dysku w epoce już nie brązu, a kamienia?


Wiele ciekawych informacji dostarczyły badania metalurgiczne płyty.

- Udało się dowieść, że stop (97% miedzi, 2,5% cyny, 0,5% innych składników w tym arsenu,) pochodzi z kopalni Hochkenig niedaleko Salzburga.
Natomiast złoto pochodzi z kopalni Siedmiogórza w Rumunii.

Gdzie została wykonana sama płyta, pozostaje zagadką.

Płytę nazwano kluczem do archeoastronomii (Prof,Schlosser z Bochum)

Zaczęli ją badać astronomowie i pojawiło się mnóstwo przedwczesnych teorii, które pominę.
     W końcu pewne fakty geometryczne odkrył astronom Hansen: - Jeśli przeciągniemy linię od środka Księżyca w pełni ku obu krańcom łuków, okaże się, że końcówki tych łuków pasują idealnie do przebiegu linii.
    Kąt między liniami łączącymi środek Księżyca w pełni z lewym łukiem wynosi 109 stopni, zaś kąt między linią prowadzoną od środka Księżyca a prawym łukiem wynosi 66 stopni.

Astronom Gasch zauważył, że kąty właśnie tej wielkości występują w Stonehenge!
Te kąty oznaczają oznaczają odległości punktów wschodu i zachodu Księżyca w stosunku do dużych i małych przesileń Księżyca.
      Przesilenia Księżyca spowodowane są rytmicznymi zmianami toru przebiegu Księżyca, w stosunku do przebiegu równika Ziemi. Zmiany te następują co 18,61 roku. Stąd wniosek, że punkty wschodu i zachodu Księżyca przesuwają się co 18,61 roku nad horyzontem pod szczególnie dużym kątem, a co 9.3 roku pod szczególnie małym katem.
    W momencie osiągnięcia maksymalnego lub minimalnego kąta astronomowie mówią o przesileniu Księżyca.
Z pomiarów przeprowadzonych przez naukowców w Stonehenge wiemy, że kąty tam odkryte odnoszą się do przesileń Księżyca.


Na dysku były początkowo umieszczone 32 gwiazdy, (jedna została potem usunięta). Stało się to prawdopodobnie wtedy, gdy na dysku były przeprowadzane zmiany – umieszczono na nim złote łuki.
Otóż siedem z tych 32 gwiazd to Plejady, które w sposób jednoznaczny są widoczne na niebie. Pozostałych 25 nie sposób przyporządkować.

      Najbardziej przekonująca teoria

Opieram się na sensownej teorii astronoma Gascha, która bierze pod uwagę przeobrażenia nocnego nieba w ciągu wielu stuleci, i za pomocą której możemy określić, i to z dużą dokładnością, wiek Dysku z Nebry.
     Otóż astronomiczne programy komputerowe pokazują datę 2375 p.n.e.
I jeszcze jedna ciekawostka: Dysk „pochowano” w Nebrze, lecz stosowano na 55 stopniu szerokości geograficznej, a więc gdzieś w dzisiejszej Szkocji.

Miejsce znalezienia dysku, było jedynie jego „pochówkiem” w grobie razem z materią jakiejś znacznej, pradawnej osoby.

Gasch sformułował przypuszczenie: - Właściwy sens informacyjny dysku zawarty jest w wartościach azymutowych punktów – gwiazd z płyty. (poza Plejadami)
Następnie zabrał się do obliczeń, które potwierdziły jego teorię.

Otóż płyta przedstawia azymuty wschodu i zachodu najważniejszych widocznych na niebie gwiazd: Kozy (Capella) i Syriusza (Sirius), Gamma Crucis, Gamma Eridiani.
Prawdopodobieństwo obliczeń Gascha daje możliwość błędu jak 1 do miliona.

       Podsumowanie.

Wiemy, że wiele artefaktów podobnych do Dysku z Nebry, jest ukrywanych przed społecznościami z powodu wszechobecnej manipulacji informacją. To smutne, lecz zawsze byli jacyś decydenci, którzy osądzali i osądzają, o czym wolno powiedzieć, a co należy ukryć.
      Pocieszającym natomiast jest fakt, że w dobie szybkiego przepływu informacji, niemożliwego do skutecznej kontroli, coraz trudniej ukrywać niewygodne fakty.

Jak się skończyły nielegalne nocne wykopaliska dla dwóch poszukiwaczy, którzy odkopali Dysk z Nebry?

Dostali po pół roku więzienia w zawieszeniu.

A co się dzieje w Wielkiej Piramidzie?
      Otóż „ktoś” prowadzi wewnątrz Wielkiej Piramidy nielegalne wykopaliska prując korytarze młotami pneumatycznymi.
Że ten „ktoś” to nie są zwykli Kowalscy, tylko Służby jednego z mocarstw możemy się tylko domyślać.
     Służby po kryjomu szukają artefaktów i są bezkarne w swoim działaniu. To jest bowiem sprawa Bezpieczeństwa Narodowego, a w takim przypadku niszczenie jakiegoś zabytku nie ma żadnego znaczenia.
     Liczy się jedynie to, że takie poszukiwania mogą doprowadzić do znalezienia recepty na nową, doskonałą technologię (broń na przykład), która pozwoli osiągnąć miażdżącą przewagę nad przeciwnikiem.
W tym miejscu nasuwają się dwa wnioski:
  • Jeśli ktoś maleńki coś ukradnie – zostaje złodziejem, lecz jeśli tym złodziejem jest ktoś dostatecznie duży, przypisuje mu się ten fakt jako wielkie osiągnięcie i sukces.
  • Służby nie poszukują fatamorgany. Dawna, wysoko rozwinięta cywilizacja zostawiła przekazy dla następnych pokoleń w postaci artefaktów. Wspominało o tym wielu ludzi obdarzonych wglądem (np. Edgar Cayce).